Wstecz

Aktualnie fotografia kolejowa jest moją największą pasją. Zajmuję się nią poważnie od 1999 roku. Od tego też roku pracuję aparatem: Canon eos 300. Początkowo ze standardowym obiektywem: 28-80 mm, niedawno dołączył do niego stałoogniskowy 50mm/f=1,8. Na początku 2003 roku pojawił się Canon eos 30. Zaczynałem od negatywów, ale z biegiem czasu i po namowach brata przerzuciłem się na slajdy. Wszystkim polecam ten rodzaj materiału fotograficznego. Ma podstatwową zaletę. Wygląd moich zdjęć nie zależy od gustu osoby obsługującej minilaba w zakladzie fotograficznym. Tak jak ja naświetlę klatkę, pozostanie ona na zawsze. Poza tym na slajdach uzyskuje się znacznie lepsze odwzorowanie kolorów i szczegółów w cieniach w porównaniu do odbitek z negatywów. Kolejna zaleta to cena, pod warunkiem, że zaopatrzymy się w filmy, ramki, magazynki np. w Niemczech. Oczywiście, system ma wady. Podstawowa to kłopot z wykonaniem odbitki, czy choćby zwykłe zeskanowanie. Urządzenia do skanowania slajdów są dość drogie, ale w miarę rozwoju fotografii cyfrowej daje się zauważyć tendencję spadania cen. Moje slajdy skanowałem na skanerze: Minolta Dimage Elite II. Urządzenie jako nowe kupiłem u naszych zachodnich sąsiadów za cenę prawie o połowę niższą od proponowanej przez oficjalnego dystrybutora w Polsce! Na razie jestem zadowolony z jego pracy i nie mam poważniejszych zastrzeżeń. Większość zdjęć została zrobiona podczas zorganizowanych we własnym zakresie wypraw pieszych, rowerowych lub samochodowych. Zapewne krzyżowscy maszyniści znają żółtego Mercedesa W123, rocznik 1978 którym się poruszam. Jeżeli zauważą go w pobliżu torów, oznacza to, że na pewno zaraz ktoś zrobi zdjęcie ich pędzącego pociągu. Również organizujemy wyprawy w gronie gorzowskich miłośników kolei, a trzeba przyznać, że jest ich coraz więcej: Romek Szczeciński, Paweł Winnicki, Marcin Wasilewski, Leszek Kowalski, Lucjan Jeziorny i inni. W razie pytań, chętnie podzielę się swoimi uwagami dotyczącymi fotografii.

Tomasz Florczak